sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 3.

-Dlaczego miał bym? -mruknąłem i ściągnąłem z siebie koszulkę.
Przygryzła wargę, gdy zobaczyła mnie bez niej. Uśmiechnąłem się tylko pod nosem i ominąłem ją, aby nalać wody do wanny.
Sprawdziłem czy jest ciepła i odwróciłem się przodem do Nicole. Zaskoczyła mnie, bo stała przede mną w samej bieliźnie.
-Ekhm...nie wstydzisz się?- zapytałem.
-Kiedy mnie przebierałeś musiałeś widzieć mnie w bieliźnie więc dlaczego teraz mam się chować?
-No w sumie - uśmiechnąłem się szeroko - możesz śmiało chodzić tak po domu,mi to nie przeszkadza.
-Śnisz, skarbie.-powiedziała i posłała mi całusa.
-Hmm... chyba musimy coś sobie wyjaśnić. - powiedziałem zdenerwowany. Żadna dziewczyna nie będzie mną rządzić.
-Dobrze- powiedziała cicho, wręcz bezgłośnie, widzę, że się wystraszyła. I dobrze. Ja tu rządzę, nie ona.
Usiadła na podłodze i oparła się plecami o wannę. Delikatnie opuściła głowę w dół. Kucnąłem przy niej i ręką złapałem za jej podbródek i podciągnęłam jej głowę to góry, tak, że nasze spojrzenia się spotkały. W tym samym momencie jedna łza spłynęła jej po policzku.
-Dlaczego płaczesz? - zapytałem zdziwiony, przecież jeszcze nic jej nie powiedziałem.
-Dlaczego? No na przykład dlatego, że jestem w domu u jakiegoś chłopaka, którego nie znam, bo nie wiem gdzie jestem, bo nie mogę wrócić do domu...wymieniać dalej? - powiedziała cicho, zachrypniętym głosem.
Odgarnąłem włosy do tyłu. Zakręciłem wodę. Westchnąłem głośno i wstałem. Wyszedłem z łazienki, zamykając za sobą drzwi i poszedłem na górę, do mojej sypialni. Usiadłem na skraju łóżka i zastanawiałem się co mam zrobić. Nie mogę jej wypuścić, ale też nie chcę żeby była nieszczęśliwa. Usłyszałem kroki na schodach. Pewny, że to ona, nie ruszyłem się. Po prostu siedziałem. Ktoś wszedł na górę i ominął moją sypialnie, a następnie usłyszałem skrzyp otwierających się drzwi do pokoju dla gości . Tamte drzwi najgłośniej skrzypią, muszę je wymienić. Pomyślałem, że jest na mnie obrażona i zamierza tam spać. Uśmiechnąłem się sam do siebie i wstałem cicho z łóżka i równie cicho wyszedłem z pokoju. Chciałem ją wystraszyć. Kiedy już miałem chwycić za klamkę zamkniętych drzwi, usłyszałem pisk. Odskoczyłem od drzwi....tego się nie spodziewałem.. Szybkim i zdecydowanym krokiem ruszyłem do mojego pokoju po broń. Przeładowałem ją. Wybiegłem z pokoju i stanąłem przed drzwiami gościnnego pokoju. Chwyciłem za klamkę - zamknięte. I tak muszę wymienić drzwi - kopnąłem je, a one po prostu runęły na ziemię. Przeraziłem się tego, co tam zobaczyłem.

Rozdział bardzo króciutki, ale nie mam weny i dodaję chociaż to :)
Do następnego. :]
                                                                                                                                           /Victoria. :)

środa, 14 maja 2014

Rozdział 2.

...dokładnie się jej przyjrzałem.Była taka piękna. Dokładnie mierzyłem każdy milimetr jej skóry. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Postanowiłem dać jej jakąś moją koszulkę. Wstałem i poszedłem do mojej garderoby, wyjąłem z niej koszulkę i wróciłem do dziewczyny,tak bardzo ciekawiło mnie jak ma na imię. Najdelikatniej jak tylko mogłem założyłem na nią materiał. Położyłem ją na poduszkę i przykryłem kołdrą. Delikatnie się poruszyła. Uśmiechnąłem się tylko i poszedłem do łazienki,wziąć prysznic. Po ok. 15 minutach wróciłem do mojego pokoju.Spała. Cicho położyłem się obok niej. Nawet nie wiem kiedy usnąłem.
 Rano obudziła mnie ta dziewczyna. Chciała powoli, żeby mnie nie obudzić wstać i najprawdopodobniej wyjść, co jej się nie udało. Będę jej pilnować. Podniosłem się na łokciach i obserwowałem ją. Jeszcze nie zauważyła, że się obudziłem. Lekko obróciła głowę i nasze spojrzenia się zetknęły. Delikatnie podskoczyła ze strachu. 
-Gdzie ja jestem?!- powiedziała, patrząc na mnie swoimi dużymi,pięknym oczyma.
-Jesteś głodna? - zupełnie ignorując jej pytanie, w samych bokserkach, wstałem z łóżka i wyszedłem z pokoju. Momentalnie wyszła za mną.
-Masz mi powiedzieć gdzie jestem! - zażądała.
-Jak masz na imię?-zagadnąłem.
-Gdzie jestem?- ponownie spytała.
-Jak taka ładna dziewczyna może mieć na imię,hmm? - powiedziałem, uśmiechając się i patrząc jej prosto w oczy.
-Nicole...-powiedziała cicho, rozumiejąc, że ze mną nie wygra - a jak taki uparty chłopak może mieć na imię, hmm?
Parsknąłem śmiechem.
-Nie uparty, tylko przystojny mężczyzna...Harry.
-To powiesz mi gdzie jestem? - dalej mnie męczyła.
-A powiesz mi czy jesteś głodna?
-Nie jestem, teraz ty powiedz mi gdzie jestem...
-Umm..teraz jesteś w kuchni i idziesz ze mną do jadalni, bo zrobiłem naleśniki, które zjesz. - uśmiechnąłem się szeroko i jedną wolną ręką złapałem ją w talii i prowadziłem do jadalni.
Chyba zrozumiała, kto tu rządzi i odpuściła. Zjedliśmy śniadanie, przy czym kilka razy złapaliśmy kontakt wzrokowy.
Wstałem od stołu, zrobiła to samo. Wziąłem swój talerz,a dziewczyna resztę rzeczy, 
-Daj coś..-mruknąłem, patrząc na jej pełne talerzy i innych rzeczy ręce.
-Poradzę sobie-zapewniła i mimowolnie się uśmiechnęła.
Poszedłem pierwszy,a ona podążyła zaraz za mną prosto do kuchni. Stanąłem obok zmywarki i odebrałem jej naczynia, umieszczając je w urządzeniu. Spojrzałem na nią. Stała plecami do mnie i patrzyła przez okno na krajobraz.
-Na prawdę...nadal nie wiem gdzie jestem...-powiedziała cicho.
-Jeśli będziesz grzeczna to się dowiesz...-odwróciła się i podniosła jedną brew ku górze.
-Grzeczna mówisz? Czyli...?- zalotnie się uśmiechnęła.
_Ekhem..to znaczy- podeszłem dno niej, obróciłem tyłem do siebie i przytuliłem - masz być grzeczna i posłuszna...nie będę miał nic przeciw jeśli będziesz się podlizywać...- mruknąłem jej do ucha i ścisnąłem pośladek.
Przygryzła wargę. Boże..jaka ona piękna. -Jak trzeba..-odparła, a ja szeroko się uśmiechnąłem.
-Trzeba,trzeba.
-Mogłabym wziąć prysznic...czy coś?
-Jasne. - zaprowadziłem ją do łazienki na dole.
Weszła tam, a ja za nią.
-Chyba sobie żartujesz....-odparła,kiedy zobaczyła mnie w pomieszczeniu.


Następny :)
                                                                                                                                             /Victoria. :)










wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 1

*Oczami Harry'ego*
-Stary, to będzie dobra akcja,uwierz mi. - usłyszałem głos Zayna za sobą.
-Serio? Mała kawiarnia? DOBRA AKCJA?! Nie rób sobie ze mnie jaj... - mruknąłem niezadowolony pomysłem.
Dotychczasowe pomysły chłopaków były naprawdę dobre, ale to? Mała kawiarnia na przedmieściach nie przyniesie nam wielkiego zysku...
-Zawsze coś...Nie bądź taki. - do pokoju wszedł Lou.
-To głupie...
-Skoro tak się upierasz to..hmm...poprowadzisz tą akcje..hee.. okej?
Oczy aż mi się zaświeciły, ale za wszelką cenę wolałem to ukryć.
-No dobra. W sumie co mi zależy? - odpowiedziałem niby znudzony, a w środku strasznie się cieszyłem, że to ja to poprowadzę.
Louis uśmiechnął się szeroko. 
Wiedziałem...-mruknął.
Akcja była zaplanowana na jutrzejszy wieczór. Wchodzimy, bierzemy hajs, wychodzimy. 
Chłopaki opuścili moją willę, a ja udawałem się do łazienki, wziąć szybki prysznic.
-Czasami czuję się samotny...-powiedziałem sam do siebie - chwila,Styles...ogarnij się.
Wyszedłem spod prysznica, ręcznikiem osuszyłem ciało i włosy. Założyłem bokserki i opuściłem pomieszczenie, udając się do mojej sypialni. Położyłem się do łóżka i włączyłem telewizor. Leciało coś bzdurnego i dzięki temu szybko zasnąłem.
Rano obudził mnie dźwięk mojego telefonu. Zerwałem się szybko z łóżka i nerwowo rozglądałem się za telefonem. Spojrzałem na wyświetlacz...Louis. Czego on chce z samego rana?! Lekko podenerwowany odebrałem.
-Halo?- powiedziałem zachrypniętym głosem.
-Siema..chciałem się upewnić czy na pewno idziesz na tę akcje?
-Lou..serio? 
-Wiem,stary, że mnie uwielbiasz - zaśmiał się.
-Idę jeszcze spać - powiedziałem z uśmiechem.
-Pamiętaj, dzisiaj o 15 u mnie! - zdążył krzyknąć zanim się rozłączyłem.
Odłożyłem telefon i położyłem głowę na poduszce. Byłem tak zmęczony, że znów zasnąłem. Otworzyłem oczy po 2 godzinach.
Wstałem i zaścielałem łóżko, po czym udałem się do łazienki i trochę się ogarnąłem i ubrałem . Zbiegłem po schodach i poszedłem do kuchni,a tam przygotowałem sobie śniadanie. Wziąłem talerz i kubek gorącej herbaty. Wchodząc do salonu włączyłem telewizor. Jadłem w ciszy oglądając jakiś serial. 
Czas mijał mnie niesamowicie szybko i zanim się obejrzałem, dochodziła już 15. Wyszedłem z domu, zamykając drzwi i włączając alarm. Kliknąłem na przycisk w pilocie i automatycznie otworzyły mi się drzwi do garażu. Otworzyłem mój samochód i odjechałem. Lou mieszka ode mnie z 15 min. drogi, ale przebij się przez ulice Londynu jeszcze o tej porze...to już zupełna masakra. Po 30 min. podjechałem pod jego dom i zaparkowałem obok jego bramy. Wyszedłem, zamykając auto i wchodząc na posesję. Zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi. Po chwili oczekiwania stanął w nich Horan, uśmiechnął się do mnie ciepło i bez słowa wpuścił do środka. Poszedłem dobrze znaną mi "trasą" do salonu gdzie wszyscy już siedzieli. Liam tłumaczył wszystkim plan, który znałem już na pamięć, więc poszedłem do kuchni po piwo dla wszystkich. Wróciłem i rozdałem je. Klapnąłem na kanapie i mimowolnie słuchałem chłopaka. 
-A tak w ogóle- przerwałem mu - o której akcja?
-Gdzieś o 20;30 zaczniemy się zbierać więc o 21;30 powinna się zacząć - powiedział Zayn.
-mhm..-mruknąłem - dobra chłopaki.. ja spadam. Przyjadę to o 20.
-Okej...-powiedzieli wszyscy zgodnym chórem. 
Wyszedłem trzaskając drzwiami. Wsiadłem i odjechałem. Szczerze mówiąc nie mogłem się doczekać całej tej akcji.
Kiedy wszedłem do domu była już 17. Postanowiłem ugotować obiad. Ze smakiem zjadłem go w jadalni. Kiedy zjadłem udałem się do kuchni i ułożyłem wszystkie naczynia w zmywarce. Włączyłem ją i odeszłem. Zająłem się ogarnianiem wszystkich pomieszczeń,bo panował tu niezły bałagan. Kiedy skończyłem,spojrzałem na zegarek.
-CO?! Już 19:30? - powiedziałem sam do siebie.
Ubrałem na siebie kurtkę i buty. Wyszedłem z domu. Wsiadłem do auta i odjechałem. O dziwo, nie było korków. Po 10 minutach jazdy stanąłem pod domem Lou. Wysiadłem i nie czekając, aż ktoś mi otworzy, wszedłem do środka. 
-Dziś bez spóźnienia?!- chłopaki byli w szoku.
W odpowiedzi uśmiechnąłem się. Dopracowanie szczegółów planu zajęło nam ok. 50 minut, ale byliśmy gotowi. Wyszliśmy z domu Louis'a. Byliśmy podzieleni. Ja i Liam oraz Niall, Lou i Zayn. Razem z Liam'em wsiedliśmy do mojego auta i czekaliśmy, aż samochód Nialla pojawi się na podjeździe. Kiedy zobaczyłem jak blondyn kiwa mi głową, odjechałem. Ta kafejka znajdowała się na przedmieściach Londynu, naprawdę nie wiem skąd Zayn wiedział o jej istnieniu. Po 30 minutach byliśmy na miejscu. Ja zaparkowałem na tyłach lokalu, a chłopaki na parkingu z przodu. Wszyscy wysiedliśmy. Weszliśmy do środka. Pierwsze co, a właściwe kto rzucił mi się w oczy to dziewczyna siedząca przy stoliku i pijąca shake'a. Szczerze mówiąc nie mogłem  oderwać od niej wzroku. Na ziemie przywołał mnie Zayn.
-Stary, co jest? -szepnął.
-N-nic.
Chłopaki wyciągnęli bronie. Wszyscy zaczęli piszczeć i uciekać. Cały personel schował się w kuchni i innych pomieszczeniach. Została tylko...ta dziewczyna. Liam i Niall podbiegli do kasy i opróżnili ją, Lou i Zaza wyszukać pracowników i ...em...ładnie mówiąc..poobijać, a ja? Ja czym prędzej podbiegłem do dziewczyny. Strach całkowicie ją sparaliżował. Kiedy zobaczyła, że biegnę w jej stronę straciła przytomność. Uśmiechnąłem się pod nosem i wziąłem ją na ręce. Wszyscy wrócili do największego pomieszczenia i gdy zobaczyli tę ślicznotkę na moich rękach, uśmiechali się.
-Gdzie byś nie poszedł, Styles...zawsze jakaś dziewczyna...-powiedział Liam,a reszta wybuchnęła śmiechem.
-To co? Zbieramy się? - powiedziałem zadowolony. 
Wyszliśmy tylnymi drzwiami lokalu. Otworzyłem drzwi i położyłem dziewczynę z tyłu. Sam wsiadłem za kierownicą. Reszta chłopaków wsiadła do auta Niall'a. Odpaliłem silnik i zadzwoniłem do Niall'a. 
-Halo? - odezwał się radosny blondyn.
-Słuchaj stary, wiem, że mieliśmy jechać po tym wszystkim do Lou, ale sami rozumiecie..-powiedziałem i poczułem jak uśmiecham się.
Usłyszałem śmich chłopaków.
-Ha-ha-ha..jasne..rozumiemy.
Uśmiechnąłem się i rozłączyłem. Po 40 minutach jazdy wkręciłem na moją posesję. Wjechałem do garażu. Wysiadłem i z tylnego siedzenia delikatnie wyciągnąłem tą dziewczynę. Wszedłem do domu i od razu zaniosłem ją, nadal nieprzytomną na górę. Cicho wchodziłem po schodach. Otworzyłem drzwi do mojej sypialni i położyłem ją na łóżku. Wszedłem do obszernej, damskiej garderoby. Moja siostra zawsze mi mówiła, że taka garderoba to potrzebna rzecz... od dzisiaj będę jej słuchał. Zdjąłem z niej ciuchy, rozebrałem ją do bielizny i...



Pierwszy rozdział . <3 Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kogo to zainteresuję :)
PROSZĘ O KOMENTARZE! PRZYJMUJE KAŻDĄ KRYTYKĘ! :)
/Victoria :)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Cześć ;)

Cześć :)
Mam na imię Wiktoria. Pomysł o założeniu tego bloga przyszedł mi nagle, bo w sumie nigdzie nie mogę znaleźć odpowiadającej mi historii. Postanowiłam pisać (jak mówi nazwa) o Harrym Stylesie,bo po prostu go podziwiam i tyle. :) Blog będzie odwlekał od rzeczywistości. Spróbuję na jutro dodać pierwszy rozdział i "zgromadzić" sobie czytelników :)
Jak na razie to tyle. Póki co...Dobranoc ;*
                                                                                                                                              /Victoria :)